Szkolenie na tłumacza symultanicznego

Tłumaczenie jest trudnym zajęciem, nie ma co do tego wątpliwości. Musisz perfekcyjnie znać i rozumieć dwa języki, do tego dochodzą jeszcze niuanse językowe, przysłowia i tym podobnym. Jednak absolutnie nie ma trudniejszego tłumaczenia niż to przeprowadzane symultanicznie. Opowiem teraz o szkoleniu, jakie musiałem przejść by zostać tłumaczem symultanicznym.

Tłumacz ustny symultaniczny

tłumaczenia ustne symultaniczneMoże powinienem zacząć od wytłumaczenia, na czym polega ten zawód. Jest to jeden z rodzajów tłumaczenia ustnego, polegające na jednoczesnym słuchaniu i tłumaczeniu słów osoby mówiącej w innym języku. Ciężko nawet opisać, jak trudne to bywa. Trzeba perfekcyjnie znać język, mieć idealną dykcję i szybki umysł, by nadążyć za osobą mówiącą. Nie ma też powtórek – to, czego nie zdążysz przetłumaczyć znika w meandrach czasu. Nie ukrywam, jestem w tym dobry, jednak mimo tego mogę tłumaczyć w ten sposób tylko przez mniej więcej czterdzieści minut. I też jest to zasługą rygorystycznego treningu, który mam za sobą. Przykładowo, miałem ponad godzinną sesję, w trakcie której tłumaczyłem na bieżąco wykład mojego nauczyciela. Było to bardzo trudne – po dłuższym czasie język sam zaczynał się plątać – jednak udało mi się przejść ten trening, bym mógł przeprowadzać tłumaczenia ustne symultaniczne. Praca – jakkolwiek stresująca – jest bardzo satysfakcjonująca i dobrze płatna, trzeba być jednak gotowym na trudy z nią związane.

Taka jest właśnie specyfikacja pracy tłumacza symultanicznego. Jeżeli czujesz się mocny w jakimś języku, masz nienaganną dykcję i odporność na stres – możesz próbować swoich sił najpierw na szkoleniu, a potem w tym zawodzie. Mimo trudności jest warto – dzięki ludziom takim jak ja całe grona osób mogą słuchać wykładów zagranicznych specjalistów i słów egzotycznych celebrytów.